"Noc - czas od zachodu do wschodu słońca" ~ sjp.pl
Internetowy, podkreślam, internetowy (podkreślam ponieważ internet to osobny organizm, kreatura) słownik języka polskiego informuje mnie czym jest noc. Mówię o cytacie wyżej. Kurwa, jakież to suche! Taka typowa, sucha informacja. Wymięty z dupy papierek. Niby czegóż mogę oczekiwać po słowniku, ale, kurwa, noc to dla mnie coś więcej. Kocham noc. Cisza, spokój, nie ma nikogo, nawet jebanego cienia czasami nie ma. A tak by się mogło wydawać, że jest nierozłączny. Aż chce się dziękować społeczeństwu, że dzięki temu, że sieje propagandę, można zasmakować spokoju. Takiego prawdziwego spokoju. Jedynym jego wrogiem jest czas, który zapierdala. Zapierdala - i to jak pojebany. Siedzisz i zaczynasz dumać o pierwszej, kończysz o trzeciej, a myślałeś nad pierdolonym detalem. W końcu znużony idziesz spać i już czujesz presję, że obudzisz się rano, znowu czeka Cię to samo, ciągłe narzekanie matki, sprzątanie, wyjście z psem na spacer itp. Od tej presji aż się chce palić. Często tym detalem nad którym dumam jest jakiś jebany papieros. A taki byłem temu przeciwny! Zawsze było "Nie pal przy mnie, bo to śmierdzi", "Fu, ohydztwo!", "Nie rozumiem, jak możesz palić", "Zaraz się przez ciebie zrzygam", "Zobaczysz, zrzygam się na ciebie". A teraz? "Masz jednego?". Palę rok! Pojebane, jak bardzo jakaś substancja może zawładnąć człowiekiem, że aż kiedy tylko ma spokój myśli o tym, automatycznie sobie ten spokój zabierając.
Wracając do spokoju, noc to piękny czas. Chciałbym, żeby trwał wieczny. Po prostu kocham ten stan, kiedy bolą mnie oczy albo od jakiejś chujowej książki, albo od ekranu telefonu, albo od ekranu laptopa, czuję zmęczenie, a także jedną, wielką, bonusową emocję. Kompletny random. Zawsze coś innego. Kiedy patrzy się z zewnątrz moje noce mogą wydawać się nudne. Dla mnie spokój jest tylko płachtą dla chaosu. Ciągły chaos w głowie. Człowiek na co dzień zaspany, mówi się, że flegmatyk, a myśli ma tysiąc, nie może się na niczym skupić. W nocy myśli znajdują ujście. Oswobodzone. Wolne. Wykorzystują wszystko, byleby wprowadzić mnie w pewien nastrój. Udaje im się to. I to w chuj. Przez nie potrafię się zwijać z bólu, śmiać się, wmawiać innym, że jestem naćpany, a także czuć klasyczną dla mnie, wymiętą pustkę. Potrafię sobie nawet przypomnieć jakąś wtopę i leżeć jak kamień i myśleć "Boże, jaki wstyd...". Większość powiedziałaby, że to chore. Moim zdaniem to tylko zaglądanie wgłąb siebie.
Mimo wszystko noc jest moją ulubioną porą dnia. Nie ma matki, która woła Cię za każdym razem gdy usiądziesz, natrętnych znajomych, krzyków z zewnątrz, samochodów, światła. Jestem tylko ja, mój chory czerep i muzyka na słuchawkach. Jakaś książka, facebook, rozkminy i potok niepotrzebnych myśli. Ostatnio także piosenki Biebera. Piosenka od chłopaka poznanego przez internet, który mi się podoba. Ba, powiedział mi nawet, że mu się ta piosenka ze mną kojarzy, a jest to jego ulubiona. Ale jednak mimo wszystko chcę go spławić, gdyż ta znajomość nie ma sensu. Znam siebie. Wiem jaki jestem. Wiem, że chcę go spławić, bo albo ja będę cierpieć ze swoją wmówioną bezuczuciowością i zimnem, albo on, ze swoim darem do olewania mnie i niszczenia każdego dialogu. Jak widać częstym tematem rozkmin, są chłopcy, którzy mi się podobają, których poznaję przez internet. Często piszę o nich wiersze, o ile w ogóle je piszę. Ale zazwyczaj wiersze są o nich. O mojej nadziei, aż w końcu chłodzie ode mnie i nienawiści do nich, mimo, iż oni nic mi nie zrobili, nie byli nawet świadom złamania mi serca pięćset razy. Wszystko pod przykrywką bycia zimnym typem człowieka, który uważa się za najmądrzejszego i ciągle się mądrzy, a także niby chce mieć ciągle rację. Mówią mi to Magda i Wika, moje przyjaciółki. Są dla mnie jak siostry. Ale ciągle mam wrażenie, że czymś im przeszkadzam, jakoś im nie pasuję, nie tylko tym, że się mądrzę. Wiktoria powoli znajduje sobie nowe towarzystwo i głupieje, a Magda idzie do nowej szkoły, a także próbuje być na siłę wkurwiająca i próbuje na siłę być suką. Tylko po chuj? Natalia, moja kolejna przyjaciółka, z tym, że internetowa, mówiłaby mi to samo, gdyby ze mną serio rozmawiała, a także serio mnie słuchała. Skupia się tylko na sobie. Powoli dochodzę do wniosku, że serio nic nie ma sensu. Nawet moja siostra, za którą wiem, że oddałbym życie, straci ze mną kontakt jakikolwiek za cztery lata. Wyjadę na studia. Potem wrócę. Usiądziemy razem przy jednym stole, będziemy wpatrzeni w talerze i zapytam się jej "Jak tam w szkole?". Odpowie, że dobrze. Na tym skończy się cały dialog. Nie chcę tego. Ta dziewczynka miała być moja. Miała być taka, jakim ja zawsze chciałem być... Niestety mój plan nawet nie wejdzie w życie. Ona o mnie zapomni i ja to wiem... Każdy będzie żyć swoim życiem. Ja z dala od tego piekła jakim jest ten pierdolony dom i to jebane miasto, a ona będzie tu. Przeżywać to wszystko na nowo... Współczuję jej na starcie.
Myślę nad częstszym pisaniem tutaj. Jest to jedyny czas, kiedy nie ma tego potoku myśli, ba, w ogóle nie myślę, a pisanie przychodzi naturalnie. Samo z siebie. Jakby tekst, który tylko czekał, żeby wyjść z moich palców i być w końcu zapisany. Dzięki temu układam myśli, bardziej zdaję sobie sprawę z pewnych rzeczy, a także powoli uświadamiam sobie, że coś czuję... I to tak, jak zawsze chciałem czuć. Bez znieczulicy. Nagle zacząłem też przeklinać w jakimkolwiek tekście pisanym. Zawsze się powstrzymywałem, ale wtedy nawet nie brzmiałem jak ja, a wypowiedź wyglądała pedantycznie i gdy ją czytałem, czułem się jakbym był jakiś ograniczony. Zero ograniczania się od teraz. Piszę o wszystkim i piszę jak chcę. O ile w ogóle piszę... Anyway, nie chcę się ograniczać. Pozostało mi tylko modlić się, żeby nikt tego nie znalazł, ewentualnie zrobić z tego bloga prywatnego.
+ Małe PS. Postanowiłem, że nikt z mojego otoczenia, ani żaden bliski przyjaciel (mam na myśli, Magdę, Wikę i Natalię) się o tym blogu nie dowie. Bardzo chciałbym komuś o tym blogu powiedzieć, niekoniecznie podać adres, ale jednak zdecydowałem, że tak będzie najlepiej. Jestem fałszywym człowiekiem. Nic nie mówię wprost, tak jak chyba każdy. Mam ukryte myśli i chcę, żeby były tutaj częściej, tak jak dzisiaj. W każdym razie, nawet o tym blogu nie zamierzam wspominać.
+ Małe PS. Postanowiłem, że nikt z mojego otoczenia, ani żaden bliski przyjaciel (mam na myśli, Magdę, Wikę i Natalię) się o tym blogu nie dowie. Bardzo chciałbym komuś o tym blogu powiedzieć, niekoniecznie podać adres, ale jednak zdecydowałem, że tak będzie najlepiej. Jestem fałszywym człowiekiem. Nic nie mówię wprost, tak jak chyba każdy. Mam ukryte myśli i chcę, żeby były tutaj częściej, tak jak dzisiaj. W każdym razie, nawet o tym blogu nie zamierzam wspominać.
A ja o nim wiem... Czyli nie liczę się jak Nikola, Wika czy Magda?
OdpowiedzUsuńWiesz o nim, bo nie mam przed Tobą sekretów. Dlatego.
UsuńTo w sumie wychodzi na to, że jestem kimś ważniejszym jak one, tak? Wiesz, czasami zdarza mi się mieć wątpliwości co do ludzi i ich przesłania w tym co przekazują innym
UsuńNie, tak też nie jest, za mało rozmawiamy, żebym mógł powiedzieć, że jesteś kimś więcej niż one. Po prostu nie boję się pokazać Ci tego co myślę i ogółem mam do Ciebie najwięcej zaufania.
UsuńTo miło, a wiesz czemu nie rozmawiamy tak jak kiedyś? Narobiło mi się więcej obowiązków i w ogóle. Sam czasami chyba widzisz, że nie mam czasu na napisanie postu chociaż bym bardzo chciała.
UsuńWłaśnie wiem, widzę i rozumiem. W zasadzie to nawet współczuję, bo ja bym tak nie mógł.
UsuńJa się już nauczyłam w takim systemie żyć i całkiem całkiem mi idzie, a przynajmniej mam nadzieję. :D
UsuńWierzę w Ciebie, i wierzę też w to, że radzisz sobie lepiej niż całkiem całkiem :D
UsuńWiara czyni cuda, ale nie w moim przypadku. :)
UsuńDzień dobry :3
OdpowiedzUsuń