Nie żyję zbyt długo. Choć mimo wszystko, pewne małe osóbki powiedziały mi już "Dzień dobry" (ot oznaka starości!). Wciąż się kształtuję, muszę wybierać. Wybierać przyszłość. Myśleć przyszłościowo. Zamiast tego pojawia się niezdecydowanie i egzystencjalne rozmyślanie na temat tego, kim jestem, kim byłem, kim się stałem, kim będę. Z wielkim zamiłowaniem odpowiedziałbym sobie na wszystkie te pytania "Nikim!", lecz tak się bawić nie chcę. Muszę coś robić. Każdy musi coś robić. Nawet jeśli nie musi, to jeżeli robi, to znaczy, że chce. Ja też chcę.
Mój wrodzony instynkt lenia i materialisty podpowiada mi, że tak naprawdę nie chcę nic robić, a chcę tylko pieniędzy. Mimo wszystko świadomość i wszystko inne mówią: "Skrajność! Jesteś w stanie robić, jak każdy inny!". Pytanie - co ja chcę robić? Póki żyję nie powiedział mi tego ani żaden psycholog, ani moja mama, ani mój tata, moi przyjaciele, ani nawet wszechwiedzący psychiatra. Odpowiedź zawsze ta sama, jeżeli inaczej brzmi - wciąż to samo dostaję. "Musisz sam na to wpaść!". Po pomoc uciekłem do ukochanego internetu. Eh, taaak, internet! Cudowny! Szukasz przepisu, masz przepis jak byk. Szukasz porady, dostajesz ją! Jednakże magiczna moc internetu kończy się, kiedy poszukuję odpowiedzi na pytania typowo rozmyśleniowe, egzystencjalne. Innej reakcji nie mam, jak tylko sławne, polskie kurwa mać. Internet albo podsuwa gówno warte testy pseudo-psychologiczne z ortografią na poziomie czwartej klasy (mówię jako mistrz ortografii, który poprawia każdego, lecz sobie nie da, możecie klękać!), oraz głosi niby mądrze "zamień hobby w pracę i pieniądze". Mądre. Mądre wywinięcie się od trapiącego pytania i zajebiste wyminięcie. Zaprawdę powiadam, przepiękna riposta, przepiękna! Jestem zgaszony. A internet wyłączony. Nie dał mi on nic prócz kolejnego pytania: "Jakie jest moje hobby i co mam z nim zrobić!?". Odruchowo odpowiadam sobie "Pisanie!". Bzdura jakich mało! Ani mnie to nie pochłania, po części wychodzi, dlatego też, kiedy ktoś typowo pyta mnie o jakieś hobby, zamiłowanie, pasję, odpowiadam, że pisanie, żeby nie było, że jestem człowiekiem, który nie ma jakiegokolwiek ciekawego życia. Czemu wychodzi po części? Cóż, kilka opowiadań, dwa czy trzy wygrane konkursy. Piszę, kiedy nie mam co robić i nie robię z tym nic, prócz nakładania na siebie kolejnych postanowień:
-Zacznę pisać częściej wiersze - TAKI CHUJ!
-Zacznę pisać częściej wiersze - TAKI CHUJ!
-Zrobię bardzo przejrzysty, dokładny i szczegółowy plan następnej powieści - TAKI CHUJ!
-Napiszę powieść, bo przecież tak bardzo mam coś do powiedzenia - TAKI CHUJ!
-Napiszę COKOLWIEK - TAKI CHUJ!
Piszę, jeżeli się albo zmuszę, albo coś z zewnątrz mnie zmusi. Silna wena, zazwyczaj jakiś durny film robiący tak wielką sieczkę z mojego mózgu, że nagle zaczynam zachowywać się inaczej.
Wracając do tematu, jakim jest moja przyszłość. Jeżeli już uznam pisanie jako moje hobby, a uznam pomijając wiele nieścisłości, to jaki czeka mnie zawód? Pisarz? Dziennikarz? Może nauczyciel? Kurwa mać, chcę coś osiągnąć! Chcę pieniędzy! Jako pisarz się nawet nie utrzymam, za rzadko piszę. Dziennikarz? Jestem zbyt subiektywny. Nauczyciel? Takie zarobki za taką robotę to moje kochane państwo może sobie wsadzić w tyłek. Wiem jedno - jeżeli skończę jako nauczyciel, lub policjant, świadczyć to będzie tylko i wyłącznie o tym, jak nisko upadłem. Jeżeli wakacje spędzę nad polskim morzem do którego mam bardzo blisko, zamiast nad morzem śródziemnym, lub karaibskim, to wiedzcie, że moja twarz błotu bliźnim. Aktualnie obstawiam po gimnazjum liceum z klasą o profilu humanistycznym. Jeżeli się uda (DAJ BOŻE) - medyczna, mimo, iż mój tęgi móżdżek takiego wysiłku nie zniesie.
Nie wiem co mam robić w życiu. Tyle. Typowe zero. Tonę w rzece i płynę z prądem. Mimo iż wmawiam wszystkim, jaki to ja jestem ukierunkowany i jak bardzo wiem, co chcę robić w życiu, jestem nikim. Typowa próba wymuszenia respektu. Taka inna forma człowieka.
"-Zrobię bardzo przejrzysty, dokładny i szczegółowy plan następnej powieści - TAKI CHUJ!
OdpowiedzUsuń-Napiszę powieść, bo przecież tak bardzo mam coś do powiedzenia - TAKI CHUJ!
-Napiszę COKOLWIEK - TAKI CHUJ! "
Też tak czasami mam, że chciałabym napisać historię o sobie, o czymkolwiek, ale nie mam kompletnie weny, chęci ani najmniejszej siły na to. Ostatnio miałam taki bardzo ambitny plan, że może skończę tę historię co zaczęłam - spełzło tylko na planach.
"zamień hobby w pracę i pieniądze" - zdałoby się to zrobić, bo choć fotografia to dobry biznes i kasa ładna z tego, to mnie chyba brak motywacji do uprawiania tego rodzaju miłości. Chłopak często i gęsto pyta się mnie "czemu nie robisz zdjęć?", a ja cholera jasna nie mam na to odpowiedzi. Nie wiem czy to jest wyższy poziom lenistwa, czy może po prostu mój mózg stwierdził, że "Kaśka, od dziś nie robimy zdjęć" albo jeszcze gorzej, ale staram się jak mogę.
"Nauczyciel? Takie zarobki za taką robotę to moje kochane państwo może sobie wsadzić w tyłek. " Moja teściowa jest polonistką w gimnazjum, do tego zajmuje się wszystkimi projektami europejskimi, dzięki którym szkoła jest coraz lepsza i zarabia ładne pieniądze, także nauczyciel aż takich złych wypłat nie ma. :)
A co do "Dzień dobry", sam nie jesteś. Ja będąc w Niemczech na praktykach, szłam sobie do sklepu i dwie małe Niemki do mnie "Hallo" - też poczułam się stara, a miałam wtedy 18 lat. Ach, kiedy te czasy były kiedy miało się po 18 lat, a nie jak teraz 20... Czas zapierdala jednym słowem
Jejku, optymistyczny komentarz strasznie. Serio, aż się uśmiechnąłem, zalążek ambicji jakiś jest, dzięki! :)
UsuńZ tego co widzę, napisałaś, że masz podobnie. W zasadzie to opisałaś to tak, jakbyś była w mojej głowie. Naprawdę, aż się zastanawiam, czy przypadkiem nie ma tak każdy człowiek, który coś robi, który ma przed sobą jakieś cele... W każdym razie ja życzę Ci powodzenia w twoich ambicjach i pasjach, kibicuję z całego serca. Co do nauczyciela, to muszę serio bardzo dogłębnie przemyśleć, bo bardzo odpowiadałaby mi posada nauczyciela języka angielskiego, albo polskiego. Ta możliwość skonfrontowania się z czyimś zdaniem na pewne tematy, przekazanie komuś jakiejś wiedzy, to uczucie, że jest się mądrym, że ma się coś do powiedzenia, przekazania komuś, nauczenia kogoś czegoś, zajebiste uczucie, zwłaszcza, że mimo iż jestem pierdolonym gimbusem to prowadziłem różnego rodzaju lekcje parę razy (np. w ramach projektu edukacyjnego przeprowadziłem lekcję angielskiego z podstawówką) i szczerze mówiąc to komfortowo się w tym czuję, ale też nie na tyle komfortowo, aby powiedzieć, że czuję powołanie. Także, muszę serio przemyśleć.
A z tym, że czas zapierdala - to mogę się tylko zgodzić.